Nasz patron

Adam Lazarowicz, najbardziej znany pod pseudonimem Klamra. Był historykiem, społecznikiem, żołnierzem, szczęśliwym mężem i ojcem trójki dzieci. Całym swoim życiem realizował wierność hasłu „Bóg, Honor, Ojczyzna”.

Urodził się w 1902 roku pod Zbarażem na Podolu. W latach 1919-1920, jako dwukrotny ochotnik, brał udział w wojnach z Ukraińcami i bolszewikami. Został ranny w bitwie pod Chorzelami. Po ukończeniu studiów na Wydziale Filozoficzno-Historycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, przez wiele lat kierował szkołami powszechnymi w Małopolsce, równocześnie aktywizując życie społeczne miejscowości w których pracował. W wojnie 1939 roku, jako porucznik, był ostatnim komendantem obrony Dębicy, potem walczył w okolicach Rawy Ruskiej, a po ucieczce z niewoli powrócił do Gumnisk k. Dębicy, gdzie był kierownikiem szkoły i włączył się w organizowanie Służby Zwycięstwu Polski, a następne Związku Walki Zbrojnej. Od 1940 do wiosny 1944 był komendantem Obwodu ZWZ-AK Dębica, następnie został awansowany na zastępcę Inspektora Rzeszowskiego AK. Dowodzone przez niego jednostki oddały nieocenione zasługi w rozszyfrowywaniu niemieckiej broni V-1 i V-2. W akcji „Burza”, w stopniu majora, dowodził 5. Pułkiem Strzelców Konnych AK w sile ok.1200 ludzi, który w dniach 23-24 sierpnia 1944, na polanie Kałużówka, stoczył największą na Podkarpaciu bitwę z batalionem frontowych wojsk niemieckich. Po przejściu frontu włączył się w działania tzw. drugiej konspiracji w szeregach Zrzeszenia Wolnośc i Niezawisłość, gdzie był zastępcą Prezesa IV Zarządu, ppłk. Łukasza Cieplińskiego ps. Pług. Aresztowany w grudniu 1947, po brutalnym śledztwie i procesie, skazany na czterokrotną karę śmierci. 1 marca 1951 roku został rozstrzelany w mokotowskim więzieniu, wraz z sześcioma współpracownikami z rzeszowskiej AK i działalności w Zrzeszeniu WIN. Jego ciało do dzisiaj nie zostało odnalezione. Już w wolnej Polsce, w 2011 roku, dzień egzekucji „Klamry” i jego współtowarzyszy przyjęto symbolicznie jako Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Niezłomnych.

Pośmiertnie został awansowany do stopnia podpułkownika i odznaczony Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski.

Już w celi śmierci stwierdził: „niczego, co w życiu robiłem nie żałuję i gdyby przyszło mi jeszcze raz wybierać, zachowałbym się tak samo”.